Podchodziłam do tej końcówki motka kilka razy , za każdym coś mi nie pasowało ,albo zła rozpiska albo ....Wreszcie dobrałam wzór chociaż robiąc miałam obawy czy rozprasuje bo robił się "grzybek" ale stwierdziłam że zaryzykuję ........wyszło .
Fajne są te nici ,ale długooooooooooooo już ich nie kupię , oj długo .
Nie znam się na niciach, ale to co z nich powstało zapiera dech.
OdpowiedzUsuńPiękne serwetki;))Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńŚliczna!
OdpowiedzUsuńSkłaniam się coraz bardziej do mojej teorii;))) Czy Ty chociaż sypiasz? Są takie nici, włóczki z których faktycznie jakoś ciężko się robi. A są takie, że szydełko aż śmiga:) Myślę, że serweta warta była tych męczarni:)
OdpowiedzUsuńEfekt Twojej pracy jest fantastyczny, ja nie potrafię robić takich dużych prac, brakuje mi wytrwałości. Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńopłacało się męczyć bo efekt kapitalny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
piekna serweta oj-piekna:)
OdpowiedzUsuńCoś pięknego!
OdpowiedzUsuńNo też na niciach się nie znam ale serweta piękna:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie